Karmel vel Karol

METRYCZKA

Przedstawiamy Państwu nowego podopiecznego, który zawitał do nas w trybie pilnym i niespodziewanym jednocześnie.
Karmel, bo o nim mowa, to przepiękny kawaler, który trafił do schroniska tak jak wiele innych psów… przez nieodpowiedzialność, egoizm i brak wyobraźni opiekuna..
Ile razy można tłumaczyć, że osoba w podeszłym wieku nie powinna kupować/adoptować/ dostawać w prezencie szczeniaka? W pewnym wieku, opieka nad psem, czasami staje się niemożliwa.
Owszem, są przypadki, że starsze osoby doskonale opiekują się swoimi pupilami, a kiedy sił nie starcza- rodzina w poczuciu obowiązku przejmuje opiekę nad zwierzęciem…
Niestety, Karmel nie miał tego szczęścia… Ma dopiero 7 lat, jest psem w pełni sił, niestety najzwyczajniej w świecie oddano go do schroniska . Jego właścicielka 80-letnia Pani, jest obecnie przykuta do łóżka i sama wymaga pomocy. Niestety jej opiekunowie, nie widzieli potrzeby aby opieką otoczyć również jamnika.
Nie chcemy nikogo oceniać, jednak nie uważacie Państwo, że wystarczyło się zastanowić 7 lat temu i nie brać na siebie obowiązku na kilkanaście lat?
No cóż …. Co było to było, nie zmienimy tego. Teraz naszym celem jest odwrócić zło, które spotkało Karmelka….
Z wywiadu wiemy, że był puszczany samopas , a ostatnie miesiące spędził prawie cały czas w domu. Nie wychodził, nie miał żadnego ruchu, był przekarmiany, czego wynikiem jest duża nadwaga (około 5 kg do zrzucenia).
Nie wiemy też, co takiego działo się w życiu Karmelka, że boi się on ludzi. Pierwszego dnia chował się i wycofywał w ogromnym strachu przed ludzką dłonią. Pierwsze obserwacje są takie, że na zwierzęta reaguje pozytywnie ( bez agresji podchodzi do psów i kotów). Panicznie boi się brania na ręce, a po schodach chodzić też nie powinien.. Na pewno spał w łóżku, gdyż nie omieszkał się do niego wpakować już pierwszej nocy. Na spacerach się ożywia, jest bardziej otwarty na świat.
Karmel trafia do awaryjnego domu tymczasowego. Nie mogliśmy go zostawić w schronisku. Pilnie szukamy dla niego odpowiedzialnego domu, który będzie zajmował się tym skrzywdzonym pieskiem , domu aktywnego, który zobowiąże się do odchudzenia Karmelka ( on musi zrzucić nadprogramowe kg, aby normalnie funkcjonować… całe życie przed nim!). Mile widziany domek z piecem lub kaloryferem, bo Karmelek bardzo lubi spać przytulony do grzejnika. Możliwość wpakowania się pod kołdrę jeszcze milej widziana.
Karmel ma 7 lat. Jest wykastrowany, zachipowany, odrobaczony i zaszczepiony. Po prostu gotowy do pokochania OD ZARAZ! Dość szybko przywiązuje się do ludzi.
------------------------------------------------------------
Wsparcie finansowe dla Karmela mile widziane.
Konto pieska :
ING BANK ŚLĄSKI Spółka Akcyjna
89 1050 1070 1000 0023 6437 4286
SWIFT: INGBPLPW
Fundacja Jamniki Niczyje
ul Łagodna 85/4
43-300 Bielsko Biała
------------------------------
paypal:poczta@jamnikiniczy>je.pl
------------------------------
w tytu;e "Karmel"

Osoby zainteresowane prosimy o kontakt
Basia : 694 835 496
e-mail : barbara.mila3@gmail.com

Bardzo prosimy o przemyślane decyzje oraz o zapoznanie się z procedurami adopcyjnymi Fundacji Jamniki Niczyje

http://jamnikiniczyje.pl/poradnik2/jak-adoptowac

Karmelek po miesiącu w fundacji. Niestety piesek musiał trafić do hoteliku, nikt nie zgłosił sie do adopcji ani nikt nie zaoferował domu tymczasowego. Szukamy pilnie miejsca dla Karmela. Najlepiej w domu, gdzie nie będzie pozostawał zbyt długo sam.

Karmelek jest kochanym psiakiem, który nie odstępuje człowieka na krok. Niestety, to jest też jego problem. Karmelek kocha za bardzo i kiedy zostaje sam, serce mu pęka i próbuje za wszelką cenę znaleźć właściciela. Jego lęk separacyjny objawia się szczekaniem i niszczeniem przedmiotów. Nie najgorzej sprawuje się tutaj klatka kenelowa, ale zdecydowanie lepsze byłoby szkolenie, lub po prostu rodzina w której zawsze ktoś jest w domu. Dla Karmelka szukamy domu, który zrozumie jego potrzeby i doceni ogromne przywiązanie jamniczka do ludzi.


Wielka przemiana Karmelka. !

17.02.2016

Ociężały, chory, narażony na liczne kontuzje ! Niezdolny do prawdziwie aktywnego, radosnego życia - Tak było 2,5 mc. temu...
Teraz Karmel stracił około 1/3 masy ciała. Stał się innym psem: pełnym życia, zwinnym. Jakby ubyło mu lat. Obejrzyjcie koniecznie filmik. Karmelek trafił do nas po tym , jak jego starsza opiekunka nie mogła sie nim zajmować. Karmelek zostal oddany do schroniska przez córkę włascicielki. Trafił do budy wprost z domowej kanapy. Piesek bardzo to przeżył i przypłacił tę "przygodę" lękiem separacyjnym. Teraz Karmelek szuka domu. Piesek przebywa w domowym hoteliku. Fundacja pokrywa comiesięczne koszty tego pobytu.

6 po diecie

karmel f

zobacz więcej >


------------------------------------------------------------
Wsparcie finansowe dla Karmela mile widziane.
Konto pieska :
ING BANK ŚLĄSKI Spółka Akcyjna
89 1050 1070 1000 0023 6437 4286
SWIFT: INGBPLPW
Fundacja Jamniki Niczyje
ul Łagodna 85/4
43-300 Bielsko Biała
------------------------------
paypal:poczta@jamnikiniczy>je.pl
------------------------------
w tytu;e "Karmel"

Osoby zainteresowane adopcją prosimy o kontakt
e-mail : poczta@jamnikiniczyje.pl
----------------------------------------------------


Z domu Karmelka

23.04.2016

Kochani donosimy o nowym życiu Karmelka. Piesek trafił do nas ze schroniska, gdzie oddała go córka właścicielki. Karmelek dzięki bezduszności człowieka skończył w budzie w czasie gdy akurat panowały mrozy. Piesek przeszedł traumę z którą zmagał się kilka miesięcy. W dodatku piesek było otyły, zaniedbany, chory. Miał problemy z poruszaniem... Karmel w fundacji przeszedł ogromną metamorfozę. Dzisiaj Karmel a właściwie Karol to już pies w innej sytuacji. Jamniczek trafił do jmnikolubnego domu Pana Wojtka, zamieszkał z koleżanką Julką. Karmel vel Karol przysłał list w którym dokładnie opisał wrażenia z nowego życia :
"Kochani,Zacznę od tego, że już nie jestem Karmel. Teraz nazywam się Karol. Ładnie? Niech im będzie.Zwłaszcza, że Carmel mi się nigdy nie podobał, szczególnie ten pisany przez C.
Na miejsce dotarliśmy bez przygód. Tutaj trochę się zestresowałem i postanowiłem nie wchodzić od razu do domu, tylko przedtem trochę rozejrzeć się po okolicy. Kiedy późnym wieczorem zrobiło się zimnawo zdecydowałem się wejść do środka. To była dobra decyzja. Okazało się , że mieszka tu ta lekko korpulentna suczka , którą już znałem, bo z nią przyjechali po mnie do Was. To mi nieco dodało otuchy. Wewnątrz było ciepło ,widno i przytulnie. A i w misce coś na ząb się znalazło. Trudno to było nazwać kolacją, ale zawsze lepiej niż nic. Szybko zlustrowałem mieszkanie zwracając szczególną uwagę na łóżko. Stwierdziłem, że jest wystarczająco duże i wyglądało na wygodne. Jeśli myślicie, że już pierwszej nocy do niego wlazłem to się grubo mylicie. Znam etykietę i wiem, że nie wypada pakować się do jednego łóżka z nieznajomymi, nawet jeśli się jest jamnikiem. Dlatego pierwsze dwie noce przespałem na kanapie w salonie. Nie było tak źle, bo znalazłem tam koc pod który się wkopałem gdy wszyscy zasnęli. Po dwóch dniach uznałem, że nasza zażyłość jest na tyle ugruntowana, iż bez obiekcji mogę wleźć do łóżka.
Ta korpulenta suczka nazywa się Julka. Nie jest całkiem w moim typie, ale sympatyczna i pozytywnie do mnie nastawiona, więc idzie się dogadać. Poza tym jest pomocna w kontaktach z nowym Wujciem. On strasznie dużo do mnie gada. Zdaje się, że stara mi się różne rzeczy tłumaczyć. Niewiele z tego rozumiem, ale słucham uważnie i nie daję po sobie poznać, że nie wszystko kapuję. Potem próbuję się czegoś dowiedzieć od Julki i naśladuję jej zachowanie.
Zaliczyłem już pierwszą rodzinną wizytę. Na święta byliśmy całą trójką u brata Wujcia. On jest lekarzem od psów i będzie się w przyszłości opiekował moim zdrowiem. Miałem przykazane, żeby zachowywać się przyzwoicie aby zrobić dobre wrażenie. Nie bardzo wiedziałem na czym to polega, więc na wszelki wypadek wlazlem od razu pod stół, kucnąłem tuż przy nodze Wujcia i całą wizytę tam przeleżałem. Szczerze, to trochę liczyłem, że z tego stołu coś dla mnie kapnie. Ale gdzie tam!! Oni parę godzin jedli i gadali, gadali i jedli, a dla nas tylko miska z wodą. I to ma być sprawiedliwość?! Julka wiedziała, że nie ma na co liczyć i od początku zajęła miejscówkę na kanapie w drugiej części pokoju.
Poznaję tu dużo nowych rzeczy. Opiszę Wam kilka, które mnie najbardziej zadziwiły.
Jak wiecie nie lubię dużych psów, ale ten którego tu zobaczyłem był chyba dziesięć razy większy od największego jakiego dotychczas spotkałem. A jego Wujcio ma dziwną metodę wyprowadzania go na spacer. Przywiązuje mu smycz do takiego jakby samochodu, tylko bez dachu, sam do niego włazi i każe się ciągnąć. I tak spacerują sobie samym środkiem drogi. A przecież mój Wujcio uczy mnie, że powinno się chodzić poboczem. Jak to zauważyłem od razu pobiegłem szczekając do ogrodzenia. Ale on nawet mi się nie odwarknął, tylko pobiegł dalej z tym niby autem za tyłkiem . Chyba mnie nawet nie zauważył. Miał szczęście, że furtka była zamknięta, bo bym mu pokazał!
Spotykam też inne psy. Niektóre tak dziwne, że mam nawet podejrzenia, iż nie są one prawdziwe, tylko to jakieś przebierańce. Są mojego wzrostu i nawet podobego koloru, ale mają tylko dwie nogi. Łażą na nich niezgarabnie z głową przy ziemi. Chyba szukają jakiejś kości. A ta głowa też jakaś dziwna. Malutka, z oczami po bokach i tylko z jednym uchem na samym czubku, w dodatku czerwonym.Gdy próbowałem podbiec, żeby się przywitać to zaczęły uciekać. A jak się dobrze rozpędzą, to potrafią nawet kilka metrów przelecieć nad ziemią.
Widziałem tu największą w życiu kałużę. Jest tak wielka, że nie ma mowy żeby ją przeskoczyć.
Chyba jest dość głęboka, bo pływają w niej jakieś kolorowe, nieduże zwierzaki. Nie wiem co to takiego bo jeszcze żadnego nie złapałem, choć się staram. Jak się zorientuję , to Wam napiszę.
Opowiem teraz jak wygląda nasz dzień.
Budzimy się nie za wcześnie. Zaraz po przebudzeniu Wujcio otwiera drzwi balkonowe i prosto z sypialni wygania nas do ogrodu. Ja tam wolę wcześniej zahaczyć o kuchnię i zajrzeć do miski , żeby sprawdzić czy w nocy nie wpadło do niej coś smakowitego. Potem czekamy na tarasie aż Wujcio przysposobi się do wyjścia na spacer. Idzie mu to nieśpiesznie, więc zwykle trochę się zdenewuję i zaczynam szczekać. Gdy jest wreszcie gotowy wychodzimy razem poza teren. To jedna z większych atrakcji dnia. Trzeba dokładnie sprawdzić co zmieniło się przez noc.
Po spacerze jest śniadanie. Trudno uznać je za obfite, ale głód da się oszukać.Później mamy poranną sjestę. Wujcio w tym czasie szykuje się do wyjazdu do miasta. Kiedy jest gotów zapina nam szelki i wsadza do samochodu. Zupełnie nie rozumiem po co on tam jeździ. Przecież wszystko co najfajniejsze mamy tu, na miejscu. W mieście siedzimy w małym pomieszczeniu. Na spacer wychodzimy nie za często i na komendę. Zresztą co to za spacer!? Trzeba iść na smyczy, przy nodze, uważać na samochody, przeciskać się w tłoku. Masakra!!!. Podobno Wujcio jeździ do tego miasta żeby zdobywać pieniążki na jedzenie dla nas. Jeśli to prawda, to muszą mu strasznie marnie płacić sądząc po tym jak nas karmi.
Gorsze są dni, w które Wujcio wyjeżdża sam zostawiając nas w domu. Poznaję je po tym, że wcześniej każe mi iść na miejsce i podtyka różne smakowite kosteczki pod nos. Bardzo się wtedy stresuję, że mu się w tym mieście coś stanie i już nie wróci do nas. Podziwiam Julkę, która zachowuje spokój i zwykle większość tego czasu przesypia. Ja tak nie potrafię, ale może kiedyś się nauczę. Na dodatek Wujcio przed wyjściem zapomina wyłączyć telewizor. Jak się nasłucham tych głupot, które tam wygaduję to jestem od tego jeszcze bardziej zdenerwowany. Za to jego powroty są bardzo przyjemne. Zawsze trafi się jakiś smaczek, wyściskamy się na powitanie, a potem idziemy na wspólny spacer.
Ale najprzyjemniejsze są te dni , kiedy możemy całą trójką zostać w domu. Wtedy jest czas na wszystko! Rano możemy się pokiziać. Można powygrzewać się na słońcu na tarasie. Idziemy razem na wycieczkę na łąki. Bajka!!!
Mieszkam tu już trzy tygodnie. W sumie jest nieźle. Myślę, że chętnie zostałbym na stałe. Najgorzej jest z tym jedzeniem. Dyscyplina jak na wczasach pracowniczych. Myślałem, że problem sam się rozwiąże, kiedy wywąchałem gdzie przechowywane są zapasy żarcia. Nauczyłem się nawet sam otwierać drzwi. Na nic!! Wujcio szybko się pokapował i coś takiego przy drzwiach zmajstrował, że teraz nie dają się tak łatwo otworzyć. Trzeba będzie inaczej pokombinować.
Pozdrawiam Was i liżę serdecznie, dziękując za wszystko.
Wytarmoście ode mnie kumpli ze schroniska i koleżanki też.
Wasz (teraz już) Karol."

13062182 1166365350049828 5834254723716991826 n

 


02.10.2016

Kochani Karmel / teraz Karol już kilka miesiecy u siebie. Nie było łatwo na początku lecz praca, cierpliwość a przede wszystkim serce pozwoliły doczekac się wspaniałych rezultatow. Karol ma super życie u prawdziwego JAMNIKOMANIAKA Pana Wojtka. Dziękujemy serdecznie za tę szansę.
"Przesyłam pozdrowienia z nowego domu Karola.
To fantastyczny pies. Kiedy trzeba ostry, a kiedy trzeba rozczulająco
przytulaśny. Świetnie dogadują się z Julką.
Karol pozbył się już prawie całkowicie lęków związanych z samotnym
pozostawaniem w domu. Jest jeszcze trochę zdenerwowany gdy psy muszą na
krótko pozostać same w samochodzie albo obcym pomieszczeniu. Oczywiście
nie byłby jamnikiem gdyby nie miewał swoich humorów i własnego zdania i
nie próbował postawić na nim.
Życzymy Wam dużo satysfakcji z pracy, a Waszym podopiecznym jak
najwięcej ludzi gotowych przyjąć ich pod swój dach. Pozdrawiamy Wojtek , Julka i Karol."

14560118 1280791525273876 1420615607641916527 o


Karol melduje sie w nowym roku !

11.01.2017

Karol miał wiele szczęście , ze znalazł wyrozumiałego opiekuna, który dał mu tak bardzo potrzebną przystań. Nasz dawny Karmel nie jest aniołkiem a sąsiedzi wręcz mówią na niego Killer :) Przeczytajcie co słychać u naszego uroczego jamniczego killerka w nowym roku :

"Cześć, to znowu ja Karol. Piszę do Was pierwszy raz w nowym roku, więc na początek składam wszystkim najlepsze życzenia. U mnie wszystko gra. Wujcio mówi, że całkiem się zresocjalizowałem. (albo jakoś podobnie - strasznie trudne słowo). W każdym razie już nie boję się zostawać sam w domu. Trochę sobie czasem poszczekam, ale nie ma paniki. Obcym też trochę bardziej odpuszczam, więc już nie jestem taki Kiler jak pisałem Wam w poprzednim liście. Ostatnio trochę podróżowałem. Pierwszy raz pojechaliśmy na dłużej. Dwie noce spałem poza domem, w ludzkim hotelu. Miałem przykazane zachowywać się cicho. Chyba się udało. Najgorzej było drugiej nocy w Sylwestra, kiedy zaczęli strzelać. No, wtedy to trochę musiałem sobie poszczekać. Julka zresztą też szczekała. Po powrocie do domu był bal karnawałowy dla psów. Przesyłam fotki. U nas teraz mroźna zima. Nawet Julka, która jest zimnolubna przeprosiła się z płaszczykiem, w którym bardzo nie lubi biegać. Ja tam sobie swój chwalę. Za dwa tygodnie wyjeżdżamy w góry. Dzisiaj Wujcio odebrał nasze paszporty. Jestem cały podekscytowany. Żeby tylko nie było za zimno. Pozdrawiam Was serdecznie w imieniu całej rodzinki. Wasz Karol"

15995315 1390572807629080 5064480985186555992 o

 

Karol melduje się !

19.11.2019

Karol zameldował nam, że odebrał Kalendarz i przesłał kilka fotek. Dziękujemy Panu Wojtkowi za informacje.
"U Karola wszystko dobrze. Najważniejsze, że wszystkie psy są zdrowe. Przesyłam kilka najnowszych zdjęć Karola z koleżankami oraz jedno starsze na którym Karol z Julką udają jednego , najdłuższego na świecie jamnika."

46468515 2181663925186627 6872523675959033856 o

Czytany 5889 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 19 listopad 2018 17:19
Więcej w tej kategorii: « Maja Maksiu Junior »

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

ING BANK ŚLĄSKI Spółka Akcyjna
89 1050 1070 1000 0023 6437 4286

SWIFT: INGBPLPW
Fundacja Jamniki Niczyje
ul Łagodna 85/4
43-300 Bielsko Biała

Logowanie